Nie rzeczywistosc
Pewnego ranka jakos zaspala i... nie do konca ubrana wybiegla z domu. Pomyslala, ze przydalyby sie jej cztery kolka.
- Spoznilas sie, twoja grupa juz czeka. - zganil ja kierownik i wlasciciel klubu.
- To tylko kilka minut. - usmiechnela sie niewinnie.
- Za duzo tych minut. - nie nalezal do obrazalskich, wzial od niej plaszcz i powiesil go na wieszaku.
Pobiegla do szatni i po chwili prowadzila swoje zajecia. W przerwie sniadaniowej:
- Jak to robisz, ze pomimo takiego wysilku usmiechasz sie? - zapytala stala bywalczyni kursu.
- Trening czyni mistrza. Sama powiedz: mniej sie meczysz niz pierwszego dnia?
- Tak, masz racje. - i slusznie stwierdzila, nie meczyla sie tak jak po raz pierwszy. - Jak mozesz to pic? - zapytala patrzac w szklanke instruktorki.
- Masz swoje lata i napewno wiesz, ze zbozowka smakuje jak gorzka woda z odrobina cukru. A poza tym jest zdrowa.
- Okropnosc. - to byl jedyny i ostatni komentarz ze strony piecdziesiecioletniej kobiety, ktora czasami bywa jak matka dla Liliam Blanc.
- Idz na silownie, ja mam okienko.
Liliam poszla do szatni. Z szafki wyciagnela zdjecie ze swojego slubu. W tym samym momencie wszedl kierownik.
- Panno Blanc, nie chce pani sie napic ze mna kawy?
- Nie, dziekuje. - glos jej sie lamal.
- zy cos sie stalo? Czy to ty jestes na tej fotografii? - ciekaw byl bardzo odpowiedzi.
- Tak, to ja. Juz dwa miesiace temu moj maz mial wrocic z podrozy.
- Przelozylas obraczke na druga reke, bo balas sie, ze cie nie przyjme jako mezatke?
- Tak. - usmiechnela sie pomimo kilku lez cisnacych sie do oczu.
- Dobrze zrobilas. Mialas od niego jakies wiadomosci?
- Nie, zadnej. - rozplakala sie.
- Uspokoj sie, odezwie sie. - nie wiedzial jak ma ja pocieszyc.
- Teraz to juz nie ma najmniejszego sensu. - wraz z wymawianymi slowami przelozyla obraczke na wlasciwy palec. - Moj malzonek nazywa sie Benedykt Vert.
- Kochasz go?
- Nie. Juz nie. - rezygnacja przebijala sie nawet z zatkanego nosa. - Musze wracac do zajec.
- Nie przejmuj ie. Jak Benedykt sie tu zjawi, powiem Ci.
- Dzieki.
Wrocila do swoich zajec. Dopiero poznym wieczorem skonczyla maltretowac panie. Nastepnego dnia miala na trzynasta do pracy, totez z wstawaniem nie spieszylo jej sie. Spokojnie wyszla z domu z przeswiadczeniem, ze nic zlego sie wydarzyc nie moze. Weszla do budynku, w ktorym miescila sie jej praca. Jak zawsze weszla na sale z zamiarem rozpoczecia zajec. I jak zawsze do stalej grupy dolaczyly kolejne nowe osoby.
- Hej, wy dwoje! Macie zamiar cwiczyc?, czy sie bzykac?! - rzucila mezczyzny, ktory przyparl mloda kobiete do sciany i calowal.
Z magnetofonu plynely wesole melodie. Zaczeli cwiczyc. Dwojka spod sciany takze i wtedy... Liliam i mezczyzna (jedyny z reszta na sali) przezyli szok. Benedykt byl zmieszany, a Liliam nie wiedziala czy jest na niego wsciekla, czy nie. W czasie upragnionej przerwy poszla do szatni i podarla zdjecie. Nastepnie poszla do kierownika. U niego siedzialo dwoch typow w garniturach z bardzo powaznymi minami.
- Przepraszam bardzo. - powiedziala i bez zadnych uprzedzen wyciagnela sobie z szafki biurkowej butelke szkockiej. - Przepraszam. - i wyszla.
W ciagu pol godziny wypila cala butelke. Byla juz mocno wstawiona, gdy jeden z tych typow pomogl jej wstac.
- Rece przy sobie. - warknela.
- Angelika, zastapisz dzisiaj Liliam. - rzucil kierownik do obserwujacej cale zajscie asystentki. - Liliam chodz, odprowadze Cie do domu.
- Mam tylko jedna rzecz do zrobienia. - mowiac to chwiejnym krokiem weszla na sale i wreczyla Benedyktowi obraczke. - To koniec. - i wyszla.
Cale szczescie, ze za drzwiami stali kierownik z tymi typami. Padla jak dluga i zgrabna, nieprzytomna.
















Comments
--
Anime Shrine
Last Chance Garage
nie ma problemu z piciem... wybacz, ale dopiero niedawno net nam wrocil po przeprowadzce...
jedyny problem jaki ta kobieta ma, to chroniczny pech do facetow
ona nie ma w zwyczaju nic czuc...
dziekuje za ocene
--
Zycie czasami ciekawsze jest od fikcji...
Previous PageNext Page